KOBO // matte lips 401 LA MADELEINE & 402 SAINT TROPEZ

KOBO // matte lips 401 LA MADELEINE & 402 SAINT TROPEZ

Pomadki to moja mała obsesja, dlatego też pojawiają się na blogu tak często. Dzisiaj zapraszam na prezentację kolorów oraz recenzję dwóch perełek z KOBO PROFESSIONAL. Jeśli Was zaciekawią to polecam się pospieszyć, bo jest to kolekcja limitowana.


KOBO PROFESSIONAL MATTE LIPS 

Pomadka zapewniająca ustom trwałe satynowe wykończenie i pełne nasycenie kolorem. Połączenie specjalnie dobranych polimerów oraz składników aktywnych pozwala ustom utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, jędrności oraz wygładzenia.  
Zawiera w liczne składniki aktywne, takie jak: 
  • emolienty z pestek moreli o właściwościach regeneracyjnych, poprawiających napięcie i ujędrniające delikatny naskórek ust; 
  • olej z dyni drzewiastej, który wygładza, natłuszcza oraz działa nawilżająco; 
  • kompleks witamin ECF, który pomaga utrzymać właściwy stopień nawilżenia ust, zapobiega ich wiotczeniu oraz ma właściwości detoksykujące.
  • specjalne mikrosfery nadające aksamitne odczucie na skórze; 
  • polimer KOBOGUARD® o właściwościach non-transfer czyli utrzymujących pomadkę na ustach bez przenoszenia jej na np. szklankę itp. 
Przed użyciem pomadki MATTE LIPS polecane jest użycie pomadki ochronnej, lub bazy pod pomadkę. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że produkt długo utrzymuje się na ustach. Po aplikacji usta należy odbić chusteczką w celu utrwalenia matowego efektu.  
Waga 4,5 g. Cena 15,99 zł.
Pomadki jak na maty bardzo dobrze się rozprowadzają i mają dosyć kremową konsystencję. Ułatwia to znacznie aplikację, ponieważ szminka gładki sunie po ustach. Pigmentacja jest bardzo dobra, kolor szybko nie blednie ani nie ściera się podczas dnia. Jest bardzo komfortowa w noszeniu i nie powoduje uczucia ściągniętych i przesuszonych ust.
Dodatkowo opakowanie cieszy oko, czarne matowe o lekko gumowej teksturze, dobrze trzyma się w dłoni i nie niszcz podczas noszenia w torebce.
Po lewej 401 LA MADELEINE czyli nude przełamany delikatnie różem i brzoskwinią (jedyny odcień nude w którym czuję się w miarę ok) a po prawej 402 SAINT TROPEZ czyli piękny nasycony róż z domieszką maliny.
Poniżej możecie zobaczyć jak prezentują się na ręce, na ustach i w całym makijażu.
    

 

Gorąco polecam te pomadki i tak jak pisałam na wstępie, jest to kolekcja limitowana więc jeśli jesteście nimi zainteresowane to musicie się spieszyć 🙂
Jestem również ciekawa który kolor bardziej Wam się podoba. Ja zdecydowanie obstawiam za różem.

 

 

Mogą Ci się również spodobać